Poradnik
Podział majątku, gdy jedna strona mieszka za granicą
Co wchodzi do majątku wspólnego, czy jest termin na podział, kto odzyska własne nakłady i kiedy wystarczy notariusz zamiast sądu.
Spis treści
Rozwód i podział majątku to w polskim prawie dwie osobne sprawy. Wyrok rozwodowy kończy małżeństwo, ale sam z siebie nie dzieli mieszkania, oszczędności ani działki po teściach. Bardzo wiele rodzin poznaje tę różnicę po latach - kiedy okazuje się, że mieszkanie w Polsce nadal należy do dwojga ludzi, którzy nie rozmawiają ze sobą od dekady, a jedno z nich mieszka w Stanach.
Najważniejsze informacje
- Rozwód nie dzieli majątku. To osobne postępowanie i trzeba je przeprowadzić świadomie.
- Do majątku wspólnego wchodzi zwykle to, co nabyto w trakcie małżeństwa - ale nie spadki i darowizny dla jednego z małżonków.
- Sam podział majątku po ustaniu wspólności nie jest ograniczony terminem, natomiast poszczególne roszczenia rozliczeniowe bywają.
- Jeżeli obie strony się zgadzają, wystarczy umowa - przy nieruchomości w formie aktu notarialnego.
- Ta sama logika dotyczy rodzeństwa, które odziedziczyło dom: to współwłasność, którą można znieść.
Co wchodzi do majątku wspólnego?
Z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje z mocy prawa wspólność majątkowa, chyba że małżonkowie zawarli umowę majątkową. Do majątku wspólnego wchodzi co do zasady to, co nabyto w czasie trwania małżeństwa - mieszkanie kupione wspólnie, oszczędności, wynagrodzenie za pracę, dochody z majątku.
Poza wspólnością pozostaje natomiast to, co każdy z małżonków wniósł, oraz - co dla naszych klientów najważniejsze - przedmioty nabyte przez dziedziczenie, zapis lub darowiznę, chyba że spadkodawca albo darczyńca postanowił inaczej. Dom po rodzicach, odziedziczony przez jednego z małżonków w trakcie małżeństwa, zwykle nie wchodzi do majątku wspólnego i nie podlega podziałowi.
Ustrój powstający z mocy prawa z chwilą zawarcia małżeństwa. Obejmuje przedmioty nabyte w czasie jego trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich. Ustaje między innymi z chwilą rozwodu, ustanowienia rozdzielności albo śmierci jednego z małżonków - i dopiero wtedy można majątek podzielić.
To rozróżnienie bywa źródłem największych nieporozumień w rodzinach polonijnych, bo intuicja podpowiada, że „skoro byliśmy małżeństwem, wszystko jest po połowie”. W polskim prawie tak nie jest, a wyjaśnienie tego na początku często całkowicie zmienia obraz sprawy.
Czy jest termin na podział majątku?
Samo żądanie podziału majątku wspólnego po ustaniu wspólności nie jest ograniczone terminem - sprawę sprzed dwudziestu lat można przeprowadzić i robimy to regularnie. Nie znaczy to jednak, że czekanie jest bezpieczne, i to z trzech powodów.
Po pierwsze, niektóre roszczenia rozliczeniowe - dotyczące nakładów, wydatków czy korzystania z rzeczy przez jednego z byłych małżonków - mogą podlegać własnym ograniczeniom czasowym; sprawdzamy to indywidualnie. Po drugie, znika materiał dowodowy: rachunki za remont sprzed piętnastu lat, potwierdzenia wpłat, świadkowie. Po trzecie, sytuacja się komplikuje - jedna ze stron umiera i do sprawy wchodzą jej spadkobiercy, albo mieszkanie zostaje sprzedane, obciążone hipoteką lub zamieszkane przez nową rodzinę.
Kto odzyska to, co wniósł z własnego majątku?
Podział majątku to nie tylko rozdzielenie rzeczy, ale i rozliczenie przepływów między majątkami, i to w obie strony. Małżonek, który przeznaczył pieniądze ze swojego majątku osobistego - na przykład ze spadku albo z oszczędności sprzed małżeństwa - na majątek wspólny, może żądać zwrotu tego nakładu przy podziale. Tak samo rozlicza się nakłady poczynione z majątku wspólnego na majątek osobisty jednego z małżonków. Nie wszystko podlega zwrotowi: przepisy wyłączają nakłady konieczne na przedmioty przynoszące dochód oraz wydatki zużyte na potrzeby rodziny, chyba że zwiększyły wartość majątku w chwili ustania wspólności.
Pieniądze zarobione w Stanach nie są z tego powodu majątkiem osobistym. Jeżeli sprawę ocenia się według prawa polskiego, pobrane wynagrodzenie za pracę należy do majątku wspólnego, także wtedy, gdy praca była za granicą, a przelew szedł na konto jednego z małżonków. Majątkiem osobistym są oszczędności sprzed powstania wspólności i to, co zarobione po ustanowieniu rozdzielności; samo rozstanie bez zniesienia wspólności niczego tu nie zmienia. Dlatego przelewy z USA na dom w Polsce najczęściej są nakładem z majątku wspólnego na majątek osobisty tego z małżonków, do którego należy nieruchomość - a nie odwrotnie, jak podpowiada intuicja.
Osobnym pytaniem jest to, które prawo ocenia stosunki majątkowe małżonków. Rozstrzygają o tym wspólne obywatelstwo, miejsce zamieszkania albo wybór prawa dokonany przez małżonków, a nie sam fakt mieszkania w Stanach. Sprawdzamy to na początku, bo od odpowiedzi zależy cała reszta.
Dalej wszystko zależy od dowodów. Potwierdzenia przelewów, umowy, faktury za materiały, korespondencja, w której strony ustalały, z czego pochodzą pieniądze - to jest materiał, który przesądza. Sam fakt, że „przecież wszyscy wiedzieli”, nie wystarczy przed sądem.
Klientka z New Jersey przez dwanaście lat przesyłała pieniądze na budowę domu na Podkarpaciu, wybudowanego na działce należącej do majątku osobistego męża. Po rozwodzie okazało się, że dom dzieli los działki. Sprawa nie polegała więc na podziale nieruchomości, tylko na rozliczeniu nakładów na nieruchomość należącą do majątku osobistego męża - a kluczowe okazały się potwierdzenia przelewów z amerykańskiego banku z dwunastu lat.
Umowa u notariusza czy sprawa w sądzie?
Jeżeli byli małżonkowie są zgodni co do tego, co wchodzi do majątku, ile jest warte i jak ma zostać podzielone - wystarczy umowa. Gdy w skład majątku wchodzi nieruchomość, wymaga ona formy aktu notarialnego. To droga zdecydowanie szybsza i tańsza; przy stronie mieszkającej za granicą wystarczy pełnomocnictwo.
Gdy zgody nie ma, pozostaje sąd. Postępowanie obejmuje ustalenie składu majątku, jego wartości (zwykle na podstawie opinii biegłego), rozliczenie nakładów i wybór sposobu podziału: fizyczny podział rzeczy, przyznanie jej jednej stronie z obowiązkiem spłaty albo sprzedaż i podział uzyskanej kwoty. Ta droga trwa dłużej i kosztuje więcej, ale nie wymaga zgody drugiej strony - co bywa jedynym wyjściem, gdy kontakt się urwał.
Jak wygląda podział, gdy współwłaścicielami jest rodzeństwo?
Logika jest ta sama, choć podstawa prawna inna. Rodzeństwo, które odziedziczyło dom po rodzicach, jest współwłaścicielami w częściach ułamkowych. Każde z nich ma udział w całej nieruchomości, a nie „swoje piętro”, więc sprzedaż całości wymaga zgody wszystkich. Postępowanie, które to kończy, nazywa się zniesieniem współwłasności i przebiega analogicznie: umownie u notariusza albo przed sądem.
W praktyce te sprawy często łączą się z działem spadku, zwłaszcza gdy postępowanie spadkowe nie zostało jeszcze przeprowadzone. Wtedy kolejność jest sztywna: najpierw potwierdzenie, kto dziedziczy, potem podział. Sądy potrafią rozpoznać obie kwestie w jednym postępowaniu, co skraca całą drogę.
Co możemy zrobić bez Twojego przyjazdu?
Podział umowny przeprowadza pełnomocnik: negocjuje warunki, uzgadnia treść umowy, stawia się u notariusza i składa wniosek o wpis w księdze wieczystej. W sprawie sądowej pełnomocnik prowadzi całe postępowanie, a Twoja obecność na rozprawach zwykle nie jest konieczna - chociaż sąd może uznać, że chce przesłuchać Cię osobiście.
Twoja rola sprowadza się do dwóch rzeczy. Pierwsza to dokumenty: akt małżeństwa, wyrok rozwodowy, odpis z księgi wieczystej, a przede wszystkim wszystko, co dowodzi przepływu pieniędzy - potwierdzenia przelewów, umowy, faktury. Druga to pełnomocnictwo, podpisane przed notariuszem w Stanach albo w polskim konsulacie. Jego formę i to, czy wymaga apostille, ustalamy przed podpisaniem.
Ten tekst ma charakter informacyjny i przedstawia ogólne zasady. Nie jest poradą prawną dotyczącą konkretnej sprawy - rozwiązanie zależy od dokumentów i okoliczności, dlatego przed podjęciem decyzji warto skonsultować sytuację indywidualnie.
